wtorek, 4 sierpnia 2015

Z niczego?

Do zimy daleko choć chłody potrafiły dać o sobie znać to jednak nie na tyle, aby palić w kominku. I całe szczęście! Tylko co zrobić ze stale rosnącą ilością ulotek, folderów i gazet? Zmartwienie jak zmartwienie, ale myśl dość męcząca, gdy kołuje we łbie... Co by tu zrobić z tej makulatury? Oddać? Tylko, że to trzeba wiedzieć gdzie, jechać trzeba... dużo zachodu...
I tak popłynęłam na..."wiklinowaniu" :) Od zawsze pałałam dużą namiętnością do koszyków różnych, różnistych, ale nie jest to najtańsza miłość, więc...trzeba sobie jakość zaspokoić ten deficyt.

Oto moje wiklinowe szaleństwo z papieru, zbędnego, niepotrzebnego i generalnie nie do użytku.
Prace może jeszcze nie najładniejsze, ale pierwsze koty za płoty...no może nie takie pierwsze, bo te całkiem debiutanckie nie nadają się do publikacji :) Choć syn mój ukochał sobie takie jedne coś, co miało być koszykiem i czule nazwał "gniazdem" :)

Przy okazji dużo dowiedziałam się o możliwościach swoich palców, katalogów, wykałaczki i papieru.
Niektóre z koszy są lakierowane. Uzyskują wówczas twardość jak tradycyjne wiklinowe kosze. Te bez lakierowania uzyskują ciekawą miękkość i są dość plastyczne.
Zabawa bardzo przyjemna choć dość czasochłonna. Wyplatanie takiego koszyka to kilka ładnych godzin, ale frajda co nie miara. Nie wiem, czy bardziej cieszy mnie sam kosz, wyplatanie czy fakt, że powstał z tego co miało iść do wyrzucenia. Nic z tego!
I tak śmieci na świecie dużo to, Moje Drogie Gazety, popracujecie jeszcze trochę jako kosze na wszystko i nic, a ja, dzięki Wam, mogę utrzymać porządek w wielu miejscach domu :)
Wszyscy korzystają - środowisko, moje sumienie, szafy... :)

Dajcie znać, czy Wam się podoba i ...czy zaprosicie któryś z koszy do swojego domu....

Moja mięta uzyskała nową dekorację...
i tak mnie jakość na miłość wzięło... :)

A tak wygląda proces twórczy... :)

wtorek, 9 czerwca 2015

I tak się kończy, jak zostaję sama na weekend. . . .

Przymierzałam się do nowej techniki i przymierzałam, aż odważyłam się. To embossing na gorąco. Zachwyciły mnie koronkowe motywy dzięki stapianiu drobnego pyłku. Przecudne doświadczenie. Samo się robi, a tak wygląda na lawendowym komplecie...









czwartek, 9 kwietnia 2015

Sposób na Wielkanoc

Pisanki robią wszyscy, którzy parają się techniką decoupage. Jak przez
 większość czasu broniłam się przed okolicznościowymi, świątecznymi dekoracjami.
Cóż...poległam, głównie dzięki treningowi sospeso. No, gdzieś musiałam próbować, a na przedmiotach użytkowych sterczące kwiatki i motylki mogą być uciążliwe, więc padło na....



A potem to już tak z rozpędu.... :)










środa, 4 marca 2015

Pewien ślub...

Dzień ślubu to wyjątkowa i na długo zapamiętana chwila.
Zaproszenie, które dostałam ukazało mi dwójkę niesamowitych indywidualistów, pragnących podzielić się z innymi tym wyjątkowym przeżyciem.
Długo zastanawiałam się, jaki prezent będzie odzwierciedlał ich i mnie. 
Jak pokazać młodym, że małżeństwo to dwójka ludzi z własnymi pasjami, namiętnościami, słabościami, różniących się ode siebie jak ogień i woda, a jednak zmierzających w tym samym kierunku? 
Po moich 16 latach mierzenia się w roli żony doszłam do rozważań, że małżeństwo to jednak cud, bo jak dwójka tak różnych idei potrafi nie tylko się nie pozabijać, ale i stworzyć bezpieczne schronienie dla "piskląt"?
I tak postanowiłam, że wspólny prezent dla tych młodych ludzi będzie w trzech częściach:
męskiej - odzwierciedlającej potrzebę bycia odrębną jednostkę, 
kobiecej - subtelnej, drobiazgowej i sentymentalnej oraz 
części wspólnej - praktycznej i wielofunkcyjnej, takiej do codziennego funkcjonowania.

A oto całość...
Sami oceńcie, czy mi się udało...








czwartek, 19 lutego 2015

Czas mija...

Strasznie dawno mnie nie było, chociaż w tym moim "gdzieś, poza codziennością" a owszem i byłam. Prawdą jednak jest, że codzienność mnie nieco bardziej zagospodarowała niż zwykle.

Pierwsza Komunia Święta córki i czas duchowych przemian zaowocował uświęconymi pracami :)
Mimo, iż nie przepadam za sztukaterią złotniczą, rdzawymi rysami na metalu, srebrzeniami i innymi migoczącymi kamykami, ikony zobowiązują i nie ma zmiłuj się.

A o to wysiłki...




Pewna rocznica ślubu sprowokowała mnie do zaprzyjaźnienia się z kontrastującymi zestawieniami fioletu i turkusu. Lekko bielone fioletowe drzewo stonowało pierwotny efekt. Dużo radości sprawiło mi przygotowanie tego kompletu z życzeniami napisanymi w dość niestandardowy sposób...ależ kto po latach ogląda kartki? hmm...ja...

Ostatni rok upłynął pod chorągwiami zmian... mam nadzieję, że na dobre i... że na dłużej zamieszka spokój... a jedyne zmiany to w uczeniu się kolejnych technik decoupage. Jest co ćwiczyć i poznawać :) Mam nadzieję, że będziecie mi towarzyszyć w tej podróży...